MEDIA O NAS

Zapomniane fotografie 
W hotelu Pod Różą została otwarta wystawa zdjęć Adama Bujaka poświęconych Markowi Grechucie 

Wczoraj po festiwalowej gali w piwnicy krakowskiego hotelu Pod Różą, gdzie ongiś występował Marek Grechuta, odbył się wernisaż nieznanych fotografii Adama Bujaka. Zdjęcia będą tamże dostępne do 22 października. Wybitnego fotografika poprosiliśmy z tej okazji o rozmowę. 

DP Był Pan z Markiem Grechutą sąsiadem na krakowskich Dębnikach. Jak zapamiętał Pan wasze pierwsze spotkania? 

- One nastąpiły w 1967 roku podczas ówczesnego Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenkarzy Studenckich, kiedy to Marek Grechuta dostał II nagrodę. A potem rozmawialiśmy nieraz całymi godzinami spacerując po Krakowie lub spotykając się w naszych mieszkaniach. Bywał u mnie na tarasie; na dachu mojego domu odbyliśmy sesję fotograficzną... 

DP Te zdjęcia teraz zobaczymy? 

- Niestety, nie mogę ich znaleźć, będzie inne zdjęcie zrobione na dachu "Jubilata" - Marka w uścisku z Danusią. 

DP Co Pan zatem teraz wystawia? 

- Fotografie z roku 1970. Marek Grechuta i Anawa byli ogromnie popularni i fotografowałem ich dość często. Zdjęcia, które będą pokazane na tej niewielkiej wystawie, nigdy nie były publikowane; robiłem je na dziedzińcu wawelskim, przed wawelską katedrą... To zestaw zdjęć, o których zapomniałem - i nagle natrafiłem na kopertę z tym filmem. Istotne, że negatywy zachowały się w znakomitym stanie, zatem od razu dałem je Danusi Grechucie. 

DP Jak Marek Grechuta wypadał w roli modela? 

- To był przede wszystkim szalenie miły człowiek, bardzo dowcipny, lubiący się śmiać, co może dziwić w zestawieniu z jego piosenkami - stonowanymi, wyciszonymi, nostalgicznymi. Te zdjęcia były wynikiem naszego sympatycznego, towarzyskiego kontaktu. 

DP Słucha Pan piosenek Grechuty do dzisiaj? 

- Oczywiście, i słucha też mój syn Marcin, 23-latek. Bo to muzyka, która człowieka bardzo pozytywnie nastraja do życia. I ze wspaniałymi tekstami. W czas trudny, smutny można sobie puścić piosenki Marka i przyjść do siebie, bo to muzyka wielkiego uspokojenia psychicznego. To dla mnie bardzo ważne. 

DP Ma Pan pośród kilkunastu płyt Grechuty swoje ulubione, może jakieś wybrane piosenki? 

- Nie ograniczam się do konkretnych utworów; dla mnie wszystko, co zrobił Marek, tworzy jedną wielką całość. Nie chciałbym niczego z niej wyrywać. 

DP Wróćmy do wystawy, określił ją Pan słowem niewielka... 

- Tak, raptem osiemnaście fotografii w formacie 50 na 50 cm - w ogóle niekadrowanych. Pozostawiłem je bez żadnego dodatkowego komponowania. 

DP A co z resztą Pana zdjęć? 

- Muszę je odszukać, jak sądzę, jeszcze z kilkadziesiąt powinienem znaleźć. 

DP Czyli przy okazji kolejnego festiwalu Korowód doczekamy się znowu wystawy? 

- Myślę, że przydałaby się już większa ekspozycja, na której różni fotograficy skonfrontowaliby swoje widzenie Marka. A zarazem pokazaliby nasze młode lata... Do takiej wystawy chętnie bym się dał zaprosić. Zresztą Danusia już wiele takich fotografii zebrała, zatem pewnie i takiej ekspozycji doczekamy. 

Rozmawiał: 
WACŁAW KRUPIŃSKI 

Fot. Adam Bujak
Marek Grechuta z Danusią na dachu "Jubilata"

Dziennik Polski 8.10.2008