MEDIA O NAS

Radość, której tak szukamy
Dziś ostatni dzień festiwalu Marka Grechuty

- Taki festiwal nie mógł powstać nigdzie indziej, tylko w Krakowie - mówił prezydent Krakowa, prof. Jacek Majchrowski, gratulując ze sceny Teatru im. J. Słowackiego Danucie Grechucie i Annie Treter.

Pierwsza podsunęła pomysł, druga go z powodzeniem zrealizowała - dziś dzięki nim zakończy się KOROWÓD - Festiwal Twórczości Marka Grechuty. W poniedziałkowy wieczór dzięki nim i zaangażowanym artystom odbyła się piękna gala pt. "Ocalić od zapomnienia".

Można się było wzruszyć słuchając finałowego wykonania "Świecie nasz", do którego wyszli niemal wszyscy uczestnicy koncertu: zespół Anawa, w ostatnim składzie, jaki towarzyszył Markowi Grechucie, Michał Bajor, Andrzej Lampert, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Preisner, Renata Przemyk, Anna Treter, Grzegorz Turnau, Jacek Wójcicki, Chór Quattro Voci i zespół Dzień Dobry, pierwszy laureat tego festiwalu.

Można się było wzruszyć spoglądając na pojawiające się w tle sceny, scenograficznie przez dzikie wino oplątanej, filmowe kadry, m.in. młodego Marka Grechuty (przygotowane przez Rafała Fórmaniaka); w nocy, w piwnicy hotelu Pod Różą ową przeszłość przywołały jeszcze znakomite fotografie z 1970 r. Adama Bujaka - ówczesnej Anawy, tamtego Grechuty. Był to wieczór może nie tyle ocalający od zapomnienia, bo twórczości Grechuty i Pawluśkiewicza nie grozi ono długo jeszcze, ile - odświeżający pamięć. I ten repertuar. Jakże udanie zaśpiewał Michał Bajor "Serce" i "Będziesz moją panią" - ma zamiar zachować te piosenki, może i nagrać; podobnie dobrze wypadł młody Andrzej Lampert, z powodzeniem odnalazła własny ton Anna Treter, tak śpiewając sama (m.in. "Ocalić od zapomnienia"), jak i w duecie z Grzegorzem Turnauem. On oczywiście śpiewał też solo, jak i z Janem Kantym ("Motorek"). Dobrze przyjęty został Zakopower w swych wersjach "Wesela" i "Dzikiego wina". Gorąco oklaskiwany był Jacek Wójcicki, który już czas jakiś przypomina "Nie dokazuj".

Jakże wspaniale zabrzmiał "Korowód" zaintonowany przez Turnaua, do którego potem dołączyli inni śpiewający. Tu słuchaliśmy też solowych popisów instrumentalistów: Leszka Szczerby, Pawła Ścierańskiego, Sławomira Bernego... Ten skład Anawy, ostatni, i najdłuższy, bo grający 10 lat, jakichż miał muzyków! Toż jeszcze: Józef Michalik, Wiesław Murzański, Tomasz Góra, Mirosław Stępień i Paweł Piątek, jako kierownik. Znakomicie oprawili muzycznie i poniedziałkowy wieczór.

Sentymentalny wieczór - acz niepozbawiony dowcipu. Nie mógł zresztą być inny, skoro prowadził go Bronisław Maj. W ten nastrój wpisali się też i jego rozmówcy: Danuta Grechuta, zabawnie dialogując na temat początków znajomości z przyszłym mężem, Anna Pawluśkiewicz, czyli sławna "Prześliczna wiolonczelistka", Jan Kanty Pawluśkiewicz, Marek Czuryło - współtwórca kabaretu Anawa, zarazem współautor "Tanga anawa", i Leszek Aleksander Moczulski, który ujawnił, że pisząc "Korowód" inspirował się sceną finałową "Siódmej pieczęci" Bergmana... Ton serio wybrał Zbigniew Preisner nazywając Grechutę jednym z geniuszy, co to przechodzą do historii.

Powtórzę - to był piękny, urzekający wieczór (nieważne, że z jakimiś tam wpadkami). I naprawdę może mieć powody do dumy i radości Anna Treter, że wspólnie z osobami ze swej Fundacji Piosenkarnia osiągnęła, wszak debiutując w roli organizatora, taki efekt. Efekt wielce obiecujący na przyszłość, na "dni, których jeszcze nie znamy", na coroczne spotkania z tymi piosenkami. Dawać nam będą, jak od lat, i "wiele jasnych dni", i "radość, której tak szukamy".

Ten festiwal został powołany właśnie po to - nie tylko, by "ocalić od zapomnienia"... To, powtórzmy, długo, długo jeszcze Markowi Grechucie nie grozi.

Dziś, dwa lata od jego śmierci, w południe z wieży mariackiej tuż po hejnale popłyną dźwięki "Ocalić od zapomnienia", o godz. 15 zostanie odsłonięta gwiazda artysty w Alei Gwiazd pod Wawelem, a około godz. 16.30 przy jego grobie na cmentarzu Rakowickim zostanie posadzone dzikie wino. Msza święta o godz. 18.30 w Bazylice Mariackiej będzie ostatnim akcentem w tegorocznym "Korowodzie". Za rok - powróci...

WACŁAW KRUPIŃSKI

Anna Treter może mieć powody do dumy i radości
FOT. ANNA KACZMARZ

 

Dziennik Polski 9.10.2008