|
Anna z łopatką przy płocie
Wciąż występuje, nie rezygnując ze swojego zawodu - po tylu dekadach stawania przed publicznością pewnie nie sposób się od tego uwolnić; tyle że coraz bardziej są to działania na własny rachunek, pod własnym nazwiskiem. Znanym, zatem mogło posłużyć jako część nazwy fundacji. Fundacji, która ma służyć i pomagać innym. A jest komu. Może nawet coraz bardziej jest komu. Zatem pomaga. Głównie młodym, acz wiek nie jest kwestią najważniejszą. Choć, oczywiście, o młodych myśli się z większą troską.
Pamiętam jej początki - już wtedy było widać, że ma talent... A dziś fundacja jej imienia, dom w modnej podkrakowskiej Rząsce.
Ileż to już lat temu... Piwniczka przy ul. Ziai, Aleksy Gałka, Bohdan Smoleń, Anna Treter; miała być tylko akompaniatorką, ale kiedyś, podczas próby, trzeba było coś pokazać i zaśpiewała. To ty tak śpiewasz?! Robiła to od piątego roku życia, występowała na szkolnych akademiach, prowadziła kabaret, pisała doń słowa i muzykę, bo też w szkole muzycznej uczyła się nie tylko gry na fortepianie, ale i śpiewu. A potem kabaret stał się Grupą Pod Budą z Andrzejem Sikorowskim jako liderem i grającą na instrumentach klawiszowych Anną Treter jako głosem żeńskim. To jedna z najbardziej kompetentnych polskich piosenkarek - oceniał Andrzej S. 14 lat temu w rozmowie dla "DzP" pytałem ją, czy nie myśli o karierze solo, o własnej płycie... Musiała minąć niemal dekada, by się zdecydowała, także na pisanie tekstów. Zmotywowały ją pewnie plany Andrzeja Sikorowskiego, skupiającego się na pracy z córką Mają...
I tak Anna Treter nagrała swą pierwszą płytę, potem drugą... A zarazem postanowiła stworzyć Piosenkarnię. Miejsce spotkań z młodymi - wiekiem albo jedynie stażem - śpiewającymi, tworzącymi teksty, melodie, a zarazem osobami, które zechcą skonfrontować się zarówno z profesjonalistami, jak i publicznością. Ale nie podczas imprez typu "śpiewać każdy może", a raczej spotkań tych, którzy interesują się piosenką, poezją, muzyką jako jej twórcy, wykonawcy, a także słuchacze. Bez wyścigów, plebiscytów, nagród. Jeśli pojawi się ktoś nad wyraz uzdolniony, to postaram się mu pomóc nie tylko radą - zapowiadała Anna Treter. "...czując się wciąż artystką w pełni sił twórczych, mając doświadczenie organizatorskie, postanowiłam to wykorzystać, zwłaszcza że pewien etap w mojej działalności zawodowej się zamyka, a jeszcze bardziej dlatego, że już po tym roku istnienia Piosenkarni przekonałam się, ile mogę zrobić dla młodych i jak bardzo taka działalność jest potrzebna" - dodawała po jakimś czasie.
Potwierdzały to spotkania w Dworku Białoprądnickim i nie tylko. A potem się okazało, że w ramach fundacji działać będzie znacznie prościej. Zatem powstała Fundacja Piosenkarnia Anny Treter. Aż doszło do spotkania z Danutą Grechutą, która podrzuciła pomysł festiwalu swego męża. Właśnie tu, w Krakowie, gdzie spędził 43 lata. I tak festiwal połączył ideę Piosenkarni - by wspierać innych śpiewających, a zarazem okazał się imprezą jakże oczekiwaną, co potwierdziły liczne opinie, jak i komentarze zawistników, bo te zawsze towarzyszą sukcesowi.
Zatem pewnie drugi festiwal już będzie łatwiej przygotować; nawet jeśli nie całkiem spełni się życzenie Michała Pawluśkiewicza, który, posadziwszy dzikie wino przy grobie Marka Grechuty, przekazał Annie Treter łopatkę, by "pomogła dokopać się do pieniędzy". Pomoże? Licho wie, ale na pewno już po tym sukcesie będzie prościej.
Tak się składa, że Anna Treter przez płot sąsiaduje z jeszcze bardziej słynną Anną - Dymną. Mającą jeszcze bardziej sławną i dłużej działającą fundację. Czyżby w tym kawałeczku Rząski był jakiś mikroklimat do takiego działania?
Wacław Krupiński: Kulturałki
Dziennik Polski
11.10.2008
|