|
Przyjdę, jeśli się nie wystraszę

Czujesz się klasykiem?
- Ależ pan żartobliwie usposobiony, proszę pana. Naprawdę nie
czuję, bym aż tyle zrobił...
- Nie ilość - jakość się liczy.
- Owszem, zdarzało mi się coś napisać odróżnialnym
charakterem pisma, że tak powiem, ale żeby aż do klasyków - nie,
nie.
- Pytam, bo skoro doczekałeś się w Krakowie, w ramach
Festiwalu Korowód, koncertu poświęconego Twojej twórczości...
- To dlatego, że w obszarze pieśni, jak ją nazywam długiej,
ale za to smutnej, coś tam zrobiłem. Jak pamiętasz, od 1977 roku
plączę się w okolicach piosenki studenckiej, niepopowej, tak ją
nazwijmy, choć i z popem miałem parę romansów. Ania Treter
zaskoczyła mnie propozycją tego koncertu i tak odruchowo się
zgodziłem, zatem teraz wypada mi się tylko cieszyć. To bez wątpienia
powód do radości, że się nie zaspało całego życia.
- "To zawsze było moje ulubione miasto" - mówiłeś
mi o Krakowie trochę lat temu. Jako uczeń kieleckiego Technikum
Elektronicznego bywałeś w krakowskim Telpodzie na praktyce, no a
potem - 34 lata temu, już jako student Politechniki Świętokrzyskiej,
zostałeś na Studenckim Festiwalu Piosenki nagrodzony. Podobnie rok
później...
- I dlatego miło, że ten koncert ma miejsce właśnie w
Krakowie. To miasto dzięki ludziom tu poznanym dobrze mi się
kojarzy, to miasto, w którym się inaczej oddycha - no może nie w
sensie ścisłym, ale duchowym na pewno.
- Tu także poznałeś przyszłą żonę, Elę Adamiak...
- Ściślej - ona tu mnie zobaczyła na scenie, ja widziałem ją
wcześniej.
- Ale to w Krakowie coś się między Wami zaczęło.
- Można to tak nazwać.
- A teraz Wasza córka Katarzyna weźmie udział w tym
koncercie...
- Zaśpiewa solo i z porównywalnie młodym człowiekiem -
Jakubem Blokeszem.
- Jak się czujesz, stojąc koło córki na estradzie?
- Boję się razem z nią. To ogromne obciążenie; ona nie śpiewa
zawodowo, za dużo się napatrzyła, ile to kosztuje rodziców.
Kasia jest skonstruowana podobnie do mnie; a tak naprawdę scena
nigdy nie była moim żywiołem. Wolę pisać. W Kasi też czuję coś
takiego, że występy to nie jest jej naturalny sposób bycia. A
bardzo lubię jej barwę głosu i przekazywania słowa.
- Ty mówisz, że scena nie jest Twoim żywiołem?! Przecież
już nie tylko piszesz dla niej, ale i występujesz, choćby w
Teatrze Ateneum, jako aktor.
- Nawet mam wpisane w angażu aktor, choć, jak mówię, aktorem
dramatycznym jestem jedynie z twarzy. No tak się ułożyło moje życie,
że przyszło mi na tej scenie dość często bywać.
- A kiedy narodził się Andrzej Poniedzielski - konferansjer
liryczno-ironiczny?
- W Krakowie; podczas któregoś z festiwali zaproponowano mi
prowadzenie koncertu i okazało się, że całkiem jakoś mi to
idzie. Mimo że nikt mnie tego nie uczył. Wiedziałem jedno, że
podobnie jak w śpiewaniu niczego nie mogę udawać. Że muszę być
sobą. I tak mnie to wciągało - aż nawet to polubiłem. Choć
jest to wycieńczające.
- Za to wciąż zachowujesz młodzieńczą sylwetkę.
- Miejscami. Tak bym to nazwał.
- W sobotnim koncercie Twoje piosenki zaśpiewają m.in.:
Edyta Geppert, Anna Treter, której ofiarowałeś przed laty
"Wywar z przywar", Grzegorz Turnau... Kogoś Ci szczególnie
zabraknie, bo przecież piszesz i dla innych artystów estrady?
- Trochę mi zabraknie Ani Jopek, która ma swoją trasę, na
pewno ogromną atrakcją byłaby Maryla Rodowicz, dla której pisałem
swego czasu. Ale cóż - wszystkiego mieć nie można.
- Reszta za trzy lata, na Twe 60. urodziny.
- Bóg ci zapłać. Nie wyobrażasz sobie, jakie to obciążenie.
Zdecydowanie wolę prowadzić cudze koncerty. Teraz też poprosiłem
Artura Andrusa o pomoc, spróbujemy we dwóch zrobić tak, by fakt,
że autor żyje, jednak był trochę pomocny, a nie obciążający.
Ale jak my to zrobimy - tego nie wiem.
- Przyjdę, to zobaczę.
- Ja też może przyjdę. Jeśli się za mocno nie wystraszę.
Rozmawiał: Wacław Krupiński
W trakcie koncertu w Operze Krakowskiej, który rozpocznie się
o godz. 19, będzie można nabyć najnowszy tomik poezji Andrzeja
Poniedzielskiego "Jednocześnie", ilustrowany grafikami,
fotografiami i malarstwem młodych absolwentów ASP uczelni
teatralnych.
Dziennik Polski, Kraków 19.11.2011
|